Głód na świecie
Chomsky et les médias / Chomsky i media - Lektor pl [cz. 1/15]
Czy wiesz, że?
Donnerstag, 3. September 2009
Sonntag, 30. August 2009
Sprawiedliwość
Sprawiedliwość jest tylko ludzkim wynalazkiem.
Iluzją, zgodnie z którą wszystko trzeba dopasować do schematu “zły i dobry”, “słuszny i niesłuszny”.
Jest to jedno z wielu naszych oczekiwań wobec ludzi – mają zachowywać się tak, jak chcemy, by spełnić nasze wyobrażenie o tym, jaki powinien być świat.
Ale niewiele rzeczy pasuje do zaprogramowanych nam wyobrażeń,
ponieważ rzeczywistość ciągle się zmienia i spotykamy różnych ludzi.
Nasze żądanie sprawiedliwości mało ma wspólnego z rzeczywistością, w której pełno jest wypadków, wojen, zbrodni, głodu, klęsk żywiołowych, katastrof itd.
Zdaje się to wskazywać na fakt, że sprawiedliwość jest mitem.
Wzrasta przestępczość, pojawiają się katastrofy i zostawiają za sobą tysiące ofiar.
Wobec tego wszystkiego żądanie sprawiedliwości wydaje się nieuzasadnioną, narzuconą z zewnątrz ideą i jest tylko jeszcze jednym powodem przysparzania sobie zmartwień.
Mamy dwa sposoby odpowiedzi na taką sytuację : albo będziemy reagować gniewem lub poczuciem krzywdy i czuć się bezradnymi ofiarami, albo będziemy szczęśliwi w sposób, który nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, lecz zależy tylko i wyłącznie od stopnia wewnętrznej samoakceptacji; decyzja należy do nas.
Chodzi o to, że zdrowsza wydaje się preferencja, nie zaś żądanie sprawiedliwości.
Obrażanie się na jej brak w niektórych sytuacjach i okolicznościach zabiera tylko naszą energię.
“Ależ oburzenie na akty niesprawiedliwości w tym świecie jest najzupełniej naturalne” – powiemy.
Nie jest naturalne, jest głupotą.
Oczekiwanie lub żądanie czegokolwiek jest uzależnieniem;
- naturalne jest tylko preferowanie sprawiedliwości.
Gdy sami jesteśmy uporządkowani, nasz świat się nie rozpadnie, gdy ktoś potraktuje nas niesprawiedliwie.
Zachowując spokój i dystans, możemy zrobić o wiele więcej dla sprawiedliwości na świecie, niż dając się obezwładnić silnym emocjom, będącym reakcją na żądanie sprawiedliwości.
Oburzenie, poczucie krzywdy, gniew.
Wytrącenie z równowagi przez jakikolwiek czynnik zewnętrzny – jest neurotyczne.
Karzemy samych siebie, bombardując się negatywnymi emocjami, kiedy nasze żądanie sprawiedliwości od innych nie zostaje spełnione.
Większość z nas wymaga sprawiedliwości od wszystkich swych związków z innymi.
“Nie masz prawa tego robić, skoro ja nie mogę”.
“Ja nie mógłbym ci tego zrobić”.
“To nie w porządku”.
Wymagamy sprawiedliwości i równości.
Gdy jej nie dostajemy, złościmy się i jesteśmy nieszczęśliwi.
Niektórzy traktują związki międzyludzkie jak grę na punkty.
Jeśli ty zdobyłeś punkt, ja też muszę dostać jeden.
Wszystko musi być fair.
Widzimy dzieci, które walczą między sobą, bo jedno ma o jednego cukierka więcej niż pozostałe.
I dorosłe dzieci, które spędzają czas na walce o podwyżki, ropę naftową, granice itd. Możemy mieć wszystko, czego chcemy, lecz jeśli ktoś ma więcej, czujemy urazę. Ale żadne pretensje i utyskiwania ani trochę nie przyczynią się do zmiany sytuacji a tym bardziej naszego rozwoju.
Domaganie się sprawiedliwości skierowane jest zazwyczaj w jedną stronę – liczy się to, czego “ja chcę“. Domagając się sprawiedliwości w sposób obwarowany warunkami – “prawa człowieka są najważniejsze, o ile wszyscy myślą tak jak my” -odmawiamy sprawiedliwości tym, którzy się od nas różnią.
Domaganie się sprawiedliwości w świecie zewnętrznym jest jednym ze sposobów unikania odpowiedzialności za panowanie nad własnym życiem.
Zamiast ubolewać, że coś jest niesprawiedliwe, dochodząc do tego drogą porównywania i osądzania, weźmy życie w swoje ręce, zastanówmy się, czego chcemy, i róbmy wszystko, by to osiągnąć.
Sonntag, 7. Juni 2009
Podział bogactw
Przez trzy wieki z uporem staraliśmy się pogodzić stare idee podziału bogactw z nowym sposobem działania wysoko rozwiniętej technologii. Zawsze problem stanowiło to, że tradycyjny system uwarunkowywania ludzi tak, aby byli przekonani, iż nie do uniknięcia jest zjawisko ograniczonych środków, przechodził z pokolenia na pokolenie jako nie kwestionowana mądrość potoczna, aż w końcu zaczął być uważany za niepodważalną prawdę. Bogactwo zawsze było czymś, o co trzeba współzawodniczyć i walczyć. Kiedy niewolnictwo i obszar terytorialny stały się przestarzałymi czynnikami wobec tego, że głównym źródłem bogactwa stała się technika, walczyliśmy o jej posiadanie tak, jak poprzednio walczyliśmy o wszystko inne, a wszyscy myśleli, że jest to nieuniknione i naturalne. Nie umieli rozdzielić starych metod od nowych faktów.
Sonntag, 10. Mai 2009
Kim jest człowiek współczesny?
Kim jest człowiek w ogóle? Te pytania nurtują wszystkich, którym nie jest obojętna przyszłość. To, czy przetrwamy jako gatunek epokę technicznej rewolucji zależy od wydarzeń najbliższych lat. To, jacy będziemy, zależy od nas samych. Według Jeana Paula Sartre "Człowiek jest tylko tym, czym sam siebie uczyni." Sartre, egzystencjalista, za jedyny pewnik uznaje egzystencję człowieka. To, że człowiek istnieje to fakt. Jako byt niezależny od niczego, istota ludzka przeżywa lęki egzystencjalne, czyli ciągłe poczucie zagrożenia i samotność. Jak sobie z tym poradzi - oto pytanie.
Dzisiaj jednak interesuje mnie kwestia, czy można zwyciężyć człowieka. Co to znaczy "zwyciężyć człowieka"? W jaki sposób? Czy "zwyciężyć" znaczy wziąć do niewoli, pobić? Czy może złamać jego kodeks moralny? Może zrobić z niego kukiełkę, a może wreszcie udowodnić mu, że to, co kocha i ceni jest bez wartości? Uważam, że człowiek jest zwyciężony, gdy traci wiarę w dobrą naturę ludzi, gdy stwierdzi, że nie istnieją ideały, dla których gotów jest poświęcić życie. Przy tym założeniu, człowiek jako ludzkość przegrał w dniu wybuchu pierwszej i drugiej wojny światowej. Zanim jednak pokażę, w jaki sposób tak się stało, chce zadać jeszcze jedno pytanie: "Jacy jesteśmy i dlaczego właśnie tacy?" Aby odpowiedzieć na to, muszę przedstawić w zarysie drogę, jaką przeszła nasza cywilizacja w ciągu ostatnich stuleci.
Najbardziej znamienną cechą gatunku ludzkiego jest jego zdolność do samo odnowy i do tworzenia. Zdolność ta immanentnie tkwiła w Europejczyku od Renesansu aż do XVIII wieku. W okresie tym, mimo że historia pełna była okrucieństwa i przerażenia, człowiek potrafił się od tych koszmarów uwalniać, tak jak zmęczone dziecko zasypia po trudach dnia. Okres elżbietański w Anglii wspominany jest często jako "zloty wiek", a to z powodu bogactwa twórczości, jakie niósł ze sobą. To prawda, ludzi torturuje się wówczas i pali żywcem. Żydom obcina się uszy, dzieci katuje na śmierć albo pozwala się im umierać w niewiarygodnie brudnych slumsach. Jednak epoka ta przesiąknięta jest optymizmem - i tak silna jest w niej zdolność jednostki do samo odnowy, że chaos staje się stymulacją do nowych osiągnięć. Każda następna epoka uznawana jest za wielką: wiek Leonarda, wiek Chaucera, wiek Szekspira, wiek Newtona, wiek Mozarta... Nikt wówczas nie kwestionuje tego, że człowiek jest równy bogom i że potrafi przezwyciężyć każdą przeszkodę, jaka się przed nim spiętrzy.
Raptem, pod koniec XVIII wieku, następuje w historii gatunku ludzkiego dziwna przemiana. Wspaniała i tętniąca życiem twórczość Mozarta znajduje swą przeciwwagę w koszmarnym okrucieństwie powieści de Sade'a. Nagle znajdujemy się w epoce ciemności, w wieku, w którym geniusze nie tworzą już na podobieństwo bogów, a zamiast tego cierpią. Rodzi się epoka samobójstw, zwątpienia. W rzeczywistości zaczyna się historia nowożytna - wiek porażek i nerwicy. Ludzkość ogarnia bezdenny pesymizm, który znajduje swe odbicie w sztuce, muzyce i literaturze. Literatura przestaje obfitować w chwile wielkich uniesień, nie ma już Wielkich Improwizacji, nikt nie rzuca wyzwań Bogu i światu.
To wcale nie oznacza, że człowiek wydoroślał. Obserwujemy bowiem, jak nagle traci swe zdolności do samo odnowy. Nowy człowiek, nagle utrącił wiarę w sens życia i ufność w potęgę wiedzy. Człowiek współczesny, zgodnie z Faustem, powtarza: "Kiedy wszystko zostało powiedziane i dokonane, to nie pozostaje nic".
W człowieku tkwi coś więcej, niż zespół wyuczonych zachowań. Spośród wszystkich innych stworzeń na Ziemi wyróżnia go jedna rzecz - umiejętność tworzenia. A ze wszystkich przeciwieństw, które napotykamy w naszym życiu, najgłębiej tkwi moim zdaniem stwarzanie i niszczenie. Tak głęboko, że mało kto dostrzega, iż jest to najważniejsze przeciwieństwo. Pokonać człowieka, to znaczy odebrać mu wiarę w sens tworzenia.
W dziewiętnastym wieku coś odebrało ludziom tą wiarę i ludzie pogrążyli się w zwątpieniu i chaosie. Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy? Dlaczego geniusze tacy jak Nietzsche, który głosił apoteozę życia, pogrążają się w szaleństwie, niezrozumiani. Dlaczego wieszcze, zamiast być czczonymi, umierają w nędzy i niedostatku? Jakie przemiany w społeczeństwie ludzkim sprawiły, że strach, agresja i totalitarne idee wypełniły umysły ludzkie chaosem, przyziemnością i brakiem wiary.
Uważam, że złożyło się na to wiele czynników. Pierwszym jest nagły wzrost liczby ludzi. W siedemnastym stuleciu było nas na Ziemi około 500 milionów w dwieście lat później - dwa razy więcej. Kolejne podwojenie nastąpiło w jedno stulecie, następne - w zaledwie czterdzieści lat. Feudalne stosunki pomiędzy ludźmi stopniowo były wypierane przez tendencje bardziej egalitarne. Wiedza, sztuka i twórczość przestały należeć wyłącznie do wysoko urodzonej elity. Co więcej, gwałtowny rozwój wiedzy sprawił, że jeden człowiek nie był już w stanie posiąść całej wiedzy nawet z jednej własnej dziedziny. Powoli, acz nieuchronnie, postęp ogólny wymknął się spod kontroli jednostki. Nie jest już ona panem swoich poczynań. Porywa ją bieg wydarzeń, na które nie ma już ona wpływu. Nic dziwnego, że modernizm to okres załamania i epoka moralnego zwątpienia. Młodopolski twórca pozbawiony jest celu. "Nie wierzy w nic" i nic dla niego nie ma sensu. Przerwa-Tetmjer na nowo wypowiada myśl Fausta: "Cóż pozostało nam, co wszystko wiemy, dla których żadna z wiar już nie wystarcza". Wiek dwudziesty, a zwłaszcza jego początek, stal się idealnym gruntem dla powstawania ruchów totalitarnych. Ludzie, pozbawieni nadzoru, wolni, szukają jakiegoś punktu zaczepienia w rzeczywistości. Myślę, że najlepszego wyjaśnienia tego fenomenu dostarczył Erich Fromm w swojej książce Ucieczka od wolności.
Według Fromma cecha społeczeństwa nowoczesnego jest to, że jednostka uwalnia się od ograniczeń społecznych - od autorytetu Kościoła i kontroli przez społeczności lokalne. Urasta sfera "wolności od", którą Fromm określa mianem wolności negatywnej. W jednostce narasta poczucie izolacji i samotności. człowiek jest niejako skazany na indywidualizacje poprzez rozpad grup nieformalnych, które dotychczas zapewniały mu poczucie bezpieczeństwa. Fromm mówi: "W każdym z nas tkwi indywidualność". Pytanie jest tylko, czy mamy odwagę wyruszyć na poszukiwanie własnego Ja. Na te właśnie poszukiwania pozwala nam wolność pozytywna, czyli "wolność do". Większość ludzi wybiera jednak ucieczkę od wolności - boi się stawić czoła swojej własnej twórczości, dotrzeć do szczytu, na którym jest tylko światło, chłód i samotność. Fromm opisał trzy drogi ucieczki: autorytaryzm, konformizm i destrukcyjność. Na pierwszej z tych dróg jednostka zyskuje poczucie siły, kosztem jednak rezygnacji z własnej niezależności, z własnej tożsamości. Osoba, która wybrała konformizm, traci zdolność do myślenia krytycznego. Pozwala, aby jej własne myśli zostały zastąpione przez społeczne schematy i stereotypy. Destrukcyjność to unikanie własnej bezsilności wobec świata poprzez niszczenie go. Zdanie, które podsumowuje doskonale pierwszą połowę naszego stulecia, to słynne "Maszerujemy, choć świat się wali." Głosy zadające pytania o sens ludzkiej egzystencji zagłuszane są przez spadające bomby i transporty wojska. Człowiek pokonał sam siebie. Nie mogąc stawić czoła własnej wielkości i wspaniałości, pogrążył się w destrukcji.
Wiek dwudziesty to z jednej strony przemiany sposobu życia spowodowane przez rozwój technologii, a z drugiej całkowity brak świadomości tego faktu. Zawsze problem stanowiło to, że tradycyjny system uwarunkowywania ludzi tak, aby byli przekonani, iż nie do uniknięcia jest zjawisko ograniczonych środków, przechodził z pokolenia na pokolenie jako nie kwestionowana mądrość potoczna, aż w końcu zaczął być uważany za niepodważalna prawdę. Bogactwo zawsze było czymś, o co trzeba współzawodniczyć i walczyć. Kiedy niewolnictwo i obszar terytorialny stały się przestarzałymi czynnikami wobec tego, że głównym źródłem bogactwa stała się technika, walczyliśmy o jej posiadanie tak, jak poprzednio walczyliśmy o wszystko inne, a wszyscy myśleli, że jest to nieuniknione i naturalne. Nie umieli rozdzielić starych metod od nowych faktów. "Wyzwolona energia atomu zmieniła wszystko za wyjątkiem naszego sposobu myślenia." Rozważmy te słowa Alberta Einsteina.
Pierwsza, a potem druga, wojna światowa to załamanie się wszelkich wartości i ideałów. Dla wielu to kres pokładania nadziei w dobra naturę człowieka.Nie ma zbrodni, której by człowiek nie popełnił, aby siebie ocalić. Ocaliwszy siebie, człowiek popełnia zbrodnie dla coraz błahszych powodów, potem popełnia je z obowiązku, potem z przyzwyczajenia, w końcu zaś - dla przyjemności." Ludzie, którzy byli świadkami wojny, widzieli, jak ziemia staje się Piekłem. Postęp techniczny, zamiast zapewnić godne warunki życia, został obrócony przeciwko nim. Rzezie o niespotykanej dotąd skali zostały uwieńczone przerażająca świadomością, że z chwilą ujarzmienia energii atomu możliwe jest całkowite i ostateczne zniszczenie całej ludzkiej cywilizacji. Największy niepokój budzi we mnie fakt, że w przeciwieństwie do wieków wcześniejszych, wynalazca to nie człowiek, który korzysta z nowego osiągnięcia inwencji. Wiąże się to z kolosalnymi konsekwencjami. Ktoś dysponujący narzędziem nie ma już wypływającej z własnego trudu samodyscypliny, ani poczucia odpowiedzialności, aby użyć swoich możliwości w sposób rozważny. Najłatwiej oczywiście jest niszczyć, toteż ucieczka w destrukcję stała się przyczyną wybuchu obu wojen. Człowiek przegrał swoja walkę o człowieczeństwo. Jednak nie do końca. Zimna Wojna nie skończyła się Holocaustem. Nadzieja przetrwała. Jeszcze w czasie II wojny światowej Tadeusz Różewicz nawoływał w wierszu pt. "Ocalony": "Szukam nauczyciela i mistrza; Niech przywróci mi wzrok, słuch i mowę; Niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia; Niech oddzieli światło od ciemności". Sam Różewicz zatracił już swoją wrażliwość i osąd. "A wszystko to za sprawą najstraszliwszej rzeczy, która mogła przydarzyć się człowiekowi - wojny. Jest ona czymś wbrew ludzkim dążeniom i pragnieniom, bo przecież nikt z nas nie chce wojny, gdyż przynosi ona śmierć i cierpienie wielu ludziom, w okrutny sposób rozdziela ich na zawsze." Władysław Broniewski mówił: "Człowiek jest dobry, mądry, spokojny (...) Głodu, powietrza ognia i wojny nie chce".
Wojna niszczy również ludzką psychikę - ci którym udało się przeżyć, już nigdy nie będą tymi samymi ludźmi. Patrzą na swoje twarze odbite w brudnych kałużach i chcą odzyskać utraconą niewinność. Później, widmo ostatecznej zagłady w nuklearnej pożodze sprawiło, że ludzie otrząsnęli się z długiego koszmaru. Powoli następuje kres epoki autorytaryzmu, ludzie nie pozwalają już zwieść się nie spełnialnym wizjom szaleńców.. W drugim liście do Koryntian czytamy: "Chociaż niszczeje w nas człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który wewnątrz jest, odnawia się z dniem każdym". Ludzkość, bogata w gorzką wiedzę i pomna swojej przeszłości, kieruje się wreszcie ku lepszej przyszłości, przyszłości świetlanej i obiecującej. Człowiek nigdy tak do końca nie został zwyciężony. "Człowiek nie jest stworzony do klęski (...) Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać" - pisze Ernest Hemingway w swojej powieści Stary człowiek i morze. Tak wiec droga, którą wędrujemy zawsze sięgać będzie aż po horyzont. Nie sposób wyjaśnić teraz natury problemów, w obliczu których staniemy. A gdybyśmy mogli je zrozumieć, nie byłoby potrzeby ich wyjaśniać.
Jedno jest pewne - duch ludzki jest niezłomny i niezniszczalny, nie można go zwyciężyć. A gdy nadejdą chwile zwątpienia i klęski, przypomnijmy sobie Galileusza, który wychodząc z sali rozpraw po publicznym wyparciu się teorii Kopernika w1663 powiedział: "E pur si mouve!" - A jednak się kreci!
Freitag, 27. Februar 2009
Ziemska wioska
Jeżeli dałoby się zmniejszyć Ziemię do rozmiarów wioski, którą zamieszkuje dokładnie stu mieszkańców, zachowując proporcje wszystkich ras, mieszkałoby tam mniej więcej:
57 Azjatów
21 Europejczyków
14 osób z zachodniej półkuli (południowej i północnej)
8 Afrykańczyków
52 kobiety
48 mężczyzn
70 niebiałych
30 białych
70 niechrześcijan
30 chrześcijan
89 heteroseksualistów
11 homoseksualistów
6 osób posiadałoby 59% bogactwa całego świata i wszystkie 6 byłoby ze Stanów Zjednoczonych
80 osób żyłoby poniżej standardu
70 osób nie umiałoby czytać
50 osób cierpiałoby z powodu niedożywienia
1 osoba byłaby bliska śmierci
1 osoba byłaby bliska narodzin
1 miałaby wyższe wykształcenie
1 osoba posiadałaby komputer.
Kiedy spojrzy się na świat z takiej perspektywy, potrzeba akceptacji, zrozumienia i edukacji staje się bardzo wyraźna.
Godne uwagi jest również co następuje...
Jeżeli dzisiaj rano wstałeś z łóżka raczej zdrowy niż chory... Masz większe szczęście niż milion ludzi, którzy nie przeżyją tego tygodnia.
Jeżeli nigdy nie doświadczyłeś niebezpieczeństw wojny, samotności więzienia, tortur ani głodu, jesteś w lepszym położeniu niż 500 milionów ludzi na świecie.
Jeżeli możesz chodzić do kościoła bez strachu, nie obawiając się aresztowania, tortur lub śmierci, jesteś szczęśliwszy niż miliard ludzi na tym świecie.
Jeżeli masz dach nad głową, ubranie na grzbiecie, jedzenie w lodówce i masz gdzie spać, jesteś bogatszy niż 75% ludzi.
Jeżeli masz pieniądze w banku i trochę drobnych w portfelu, jesteś wśród 8% światowych bogaczy.
Jeżeli twoi rodzice żyją i ciągle są małżeństwem... jesteś wyjątkową rzadkością.
Jeżeli możesz przeczytać tę wiadomość, jesteś szczęśliwszy niż dwa miliardy ludzi, które w ogóle nie umieją czytać.
Mittwoch, 4. Februar 2009
Zmora zagłady nuklearnej
Publicyści amerykańscy piszą, że Bush uczynił z USA „uzbrojony dom wariatów” i pojawiają się takie książki ekspertów jak „Arsenał Obłędu: Nuklearny Wyścig Zbrojeń,” Richard’a Rhodes’a, „Nowy Forma Nuklearnego Zagrożenia,” Janthan’a Schell’a, „Tajny Handel Bronią Nuklearną,” Adrian’a Levy’ego oraz „Fatalny Kompromis: Ameryka i Islamska Bomba.” Nawet debatę między kandydatami na prezydenta USA rozpoczął dziennikarz Charles Gibson pytaniem o terroryzm nuklearny.
Dyskusje te powstają na tle neokonserwatywnej polityki rządu Bush’a, i jego skreślania traktatów rozbrojeniowych, takich jak Start II oraz zmuszania Polski do zgody na budowę amerykańskich wyrzutni rakietowych, o cztery minuty lotu pocisku do Moskwy. Na to nie można spodziewać się innej reakcji, niż automatyczne odpalanie rakiet z głowicami nuklearnymi, żeby zagwarantować bezpieczeństwo ośrodków kontroli i dowodzenia w stolicy Rosji, na wypadek poprawnego, lub błędnego, rozeznania wystrzału z wyrzutni sytemu „Tarczy” z Polski.
Wielka gra o paliwo i o wzmocnienie Izraela na Bliskim Wschodzie, było tłem „ataku zapobiegawczego” na Irak, pod fałszywym oskarżeniem, że Saddam Hussein zagrażał miastom w USA bombami nuklearnymi, których on w ogóle nie miał. Niemniej Irak, obok Iranu i Korei Północnej, był wymieniony przez oś USA-Izrael, jako członek „osi zła,” w 2002 roku.
Prawdziwie obłędna sytuacja zaistniała po raz pierwszy w latach 1980tych, kiedy było na świecie 65,000 bomb nuklearnych, głównie w USA i w Związku Sowieckim, z powodu błędnej oceny zagrożenia i przesadnych raportów o sile Sowietów. Obecnie na świecie USA i Rosja mają 26,000 bomb nuklearnych, oraz jest 1000 bomb w arsenałach siedmiu innych państw z Izraelem na czele. Obecnie Izrael histerycznie walczy w obronie swego monopolu nuklearnego na Bliskim Wschodzie.
Arsenał nuklearny w Pakistanie jest zagrożony atakiem Indii i Izraela, oraz możliwością kradzieży bomby nuklearnej przez terrorystów islamskich, którzy mają wpływy w wojsku lub wywiadzie pakistańskim. Natomiast Korea Północna nie jest rozbrojona nuklearnie, a na Bliskim Wschodzie Turcja, Egipt i Arabia Saudyjska są nie dalekie od zdobycia broni nuklearnych. Jednocześnie jest niepotrzebnie zatrzymany program USA zabezpieczania materiałów nadających się do budowy bomb nuklearnych.
Zapotrzebowanie na elektrownie nuklearne we wielu krajach rozpowszechnia wiedzę potrzebną do budowy broni nuklearnych. W USA w sierpniu 2007 samolot bombowy z sześciu bombami nuklearnymi gotowymi do eksplozji na pokładzie, przeleciał przez pomyłkę z Północnej Dakoty do stanu Louisiany. W razie wypadku ten samolot mógł spowodować wybuchy nuklearne na terenie USA.
Przesadne lub nawet fałszywe zagrożenia łatwo rozpowszechnia się w USA, jak tego dowodem jest Irak i Iran jako cel propagandy lobby Izraela. Politycy często wyolbrzymiają stan zagrożenia dla korzyści politycznych. Celują w tym radykalni syjoniści rządzący w Izraelu. Strach może zniechęcać do wojny, ale często ułatwia zwiększenie zbrojeń za pomocą manipulacji strachem, który jest pewnym sposobem do zwiększenia dochodów przemysłu zbrojeniowego i prowadzi do zgody Amerykanów na poświęcanie wygody w lotach pasażerskich, podleganiu rewizji i rozkazom zdejmowania butów oraz oddawania wody kolońskiej etc.
Nie przypadkowo dwu Żydów talmudycznych jest na kluczowych stanowiskach kontroli wymiaru sprawiedliwości i bezpieczeństwa wewnętrznego w USA w osobach neo-konserwatystów, Michael’a Mukasy’a i Michael’a Chertoff’a, dwu ludzi splamionych popieraniem stosowania tortur i krzewieniem solidarności z radykalnymi syjonistami z Izraela, nieustannie popełniającymi zbrodnie na Palestyńczykach.
Zamiast popierania programów rozbrojeniowych, neokonserwatyści-syjoniści w rządzie Bush’a, wyolbrzymiają zagrożenie Stanów Zjednoczonych, w celu uzasadnienia agresywnych planów osi USA-Izrael. Pretekstem ich było twierdzenie, że pierwszeństwo musi być dane „zmianom wrogich reżymów,” które mogą się w przyszłości uzbroić w broń nuklearną i są nieprzyjazne wobec Izraela. Pomniejszano sprawę rozbrojenia nuklearnego, drogą zmniejszania istniejących arsenałów nuklearnych. W ten sposób pośpiech w dokonaniu ataku na Irak skompromitował USA na świecie.
Kolosalna suma 5,500 miliardów dolarów została zmarnowana na produkcję broni nuklearnych w USA, nie przyczyniła się do upadku Sowietów, ale spowodowała gorszy stan amerykańskiej infrastruktury, szkolnictwa, powszechnej służby zdrowia i biedy, oraz spowodowała zakulisowe i nielegalne postępowania rządu federalnego w imię fikcyjnego zagrożenia. Nie skorzystano z propozycji rozbrojeniowych Gorbaczowa, wówczas zmuszonego do ustępstw, w obliczu zapaści ekonomicznej Sowietów.
Prezydent Reagan też chciał rozbrojenia nuklearnego, ale nie oparł się perswazjom trockistów nawróconych na radykalny syjonizm, takim jak Paul Wolfowitz, Richard Perle, oraz ich zwolennika Dick’a Chenney’a. Autor Richard Rhodes uważa, że w Reykjavik w październiku 1986 roku, była możliwość zawarcia porozumienia i usunięcia wszystkich broni nuklearnych ze świata w przeciągu 10 lat. Opisuje to Joseph Cirincione w artykule pod tytułem „Największe Zagrożenie dla Nas Wszystkich,” w The New York Review of Books, z datą 6go marca, 2008.
Natomiast neokonserwatywny syjonistyczny ideolog, Richard Perle głosił, że „marzenie prezydenta Reagana o świecie bez broni nuklearnych, podzielane przez Gorbaczowa, jest katastrofalne i jest całkowitą iluzją.” Typowo, Perle nawoływał do radykalizacji świata w tradycji masonerii i talmudycznej logiki, którą przekonano wielkiego mistrza masonerii i prezydenta USA, Harry’ego Trumann’a, do zbrodniczego bombardowania naprzód Hiroszimy i a następnie wycelowania drugiej bomby atomowej w jedyną w Japonii katedrę katolicką w Nagasaki. Stało się to wbrew opinii wszystkich amerykański admirałów i generałów, którzy bez wyjątku byli przeciwni tej zbrodni, ponieważ wówczas Japonia chciała skapitulować już od kilku tygodni.
Jonatan Schell napisał, że neokonserwatywny rząd Bush’a, porzucił nuklearną strategię „odstraszającą,” na rzecz strategii „ofensywnej,” za pomocą produkowania bomb nuklearnych głębokiej penetracji, do niszczenia urządzeń podziemnych. Schell uważa, że celem Bush’a jest nie zachowanie pokoju, ale „atak i zwycięstwo nad słabszymi przeciwnikami.” Potwierdzili opinię Schell’a czterej republikańscy kandydaci na prezydenta USA w debacie przed kamerami CNN, 5go czerwca, 2007 roku, w której omawiali użycie broni nuklearnych przez USA przeciwko Iranowi.
Pakistan ma jedyną muzułmańską bombę nuklearną i obecnie jest destabilizowany „wielką grą o paliwo” i pacyfikacją Afganistanu przez USA. Izrael i Indie chciałyby zniszczyć arsenał nuklearny w Pakistanie, a jednocześnie, według autorów Adriana Levy i Catherine Scott-Clark: „Pakistan nadal sprzedaje innym państwom technologię broni nuklearnych.” Jednocześnie 50 państw ma zasoby materiałów, z których można zbudować broń nuklearną.
Istnieje możliwość, że niektórzy eksperci sowieccy i pakistańscy mogą pomóc terrorystom w budowie broni nuklearnych. Strzelba nuklearna może zawierać 20kg wysoce wzbogaconego uranu w rurze metalowej poniżej dwu metrów długiej, w której połowę stanowiłyby materiały wybuchowe. W ten sposób terroryści mogliby mieć w samochodzie bombę zegarową, której wybuch „mógłby zabić milion ludzi w Nowym Jorku.”
Specjalista Graham Allison, profesor w Harvard University, nazywa nuklearny terroryzm „ostateczną możliwą do uniknięcia katastrofą.” Spośród kandydatów na prezydenta w wyborach w 2008 roku jedynie Barrach Obama obiecuje zorganizować akcję zlikwidowania wszystkich broni nuklearnych na świecie.
Plan senatora Obama: 1. zabezpieczyć materiały nuklearne w 50 państwach, które je posiadają; 2. zawrzeć traktat zmniejszający arsenały nuklearne USA i Rosji; 3. traktat sprawdzalny, zabraniający produkcję nuklearnych materiałów wybuchowych; 4. bank międzynarodowy paliwa nuklearnego; 5. finansowanie Agencji Atomowej przy ONZ w celu przeprowadzania inspekcji we wszystkich krajach; 6. traktat zakazujący posiadanie pocisków średniego zasięgu; 7. obniżenie obecnych zagrożeń, które utrzymują tysiące pocisków w pogotowiu do strzału w przeciągu kilku minut, w celu zmniejszenia ryzyka wystrzału pocisku nuklearnego przez pomyłkę. Izrael prawdopodobnie nie zgodzi się na żaden z powyższych punktów a zwłaszcza punkt 6 i punkt 7.
Celem jest odciąć się od polityki osi USA-Izrael i zdobyć poparcie następnego rządu w USA dla całkowitego zlikwidowania broni nuklearnych na świecie i stworzenie planów oraz warunków do osiągnięcia tego celu. Po raz pierwszy od lat 1940tych poważnie mówi się w Waszyngtonie o likwidacji broni nuklearnej na świecie. Nie wiadomo czy uda się zmniejszyć zagrożenie wojną nuklearną i terroryzmem nuklearnym, które obecnie stanowią największe zagrożenie USA i reszty świata.
Doszło do tego, że zmora zagłady nuklearnej doprowadziła obrońcę pokoju i praw człowieka, Żyda, profesora MIT, Nauma Chomsky’ego, do wprowadzenie terminu „wojna ostateczna” („terminal war”) wobec faktu, że w epoce nuklearnej ludzkość ma, po raz pierwszy w historii, środki do prowadzenia samobójczej wojny i tym samym do samobójstwa rasy ludzkiej.
Sonntag, 1. Februar 2009
Najpilniejsza reforma: naprawa systemu finansowego
Niespłacalne długi
Nawet gdyby w kraju istniał tylko jeden dolar w obiegu, dolar ten musi być pożyczony przez bank, żeby mógł istnieć. Załóżmy, że bank pożycza go na 6%. Tak więc na końcu roku do banku musi zostać spłacony 1 dolar plus 6% odsetek, czyli 6 centów. W kraju istnieje jednak tylko 1 dolar, a nie 1 dolar i 6 centów. Niemożliwe jest zatem spłacenie odsetek, nawet jeżeli to jest tylko 6 centów, ponieważ tych 6 centów po prostu nie ma! Nawet jeśli produkcja kraju podwoi się lub potroi w ciągu roku, nie stworzy ona ani jednego centa więcej, gdyż tylko banki mogą tworzyć pieniądze w obecnym systemie.
Zatem, żeby rok po roku ta sama ilość pieniędzy pozostawała w obiegu, długi muszą bezwzględnie narastać i nie ma sposobu, żeby mogły zostać kiedykolwiek spłacone. W obecnym systemie jedynym sposobem na to, żeby nie było żadnego długu, jest nie mieć w ogóle żadnych pieniędzy w obiegu!
Najbardziej absurdalną rzeczą w tym wszystkim jest to, że rządy uparcie pożyczają z prywatnych banków na procent pieniądze, które mogłyby tworzyć same bez odsetek. Zmuszają one w ten sposób obywateli do płacenia odsetek od astronomicznego długu, którego nie powinno być w ogóle! Podstawowym obowiązkiem każdego suwerennego rządu jest emisja, tworzenie swoich własnych pieniędzy na potrzeby swoich obywateli. Oddanie tej funkcji przez rządy w ręce prywatnych korporacji (prywatnych banków) jest największą zdradą w historii.
To nie bankierzy nadają wartość pieniądzom, ale produkcja kraju. Bankierzy nie produkują absolutnie niczego; oni tworzą tylko liczby, które pozwalają krajowi na używanie jego własnej zdolności produkcyjnej, jego własnego bogactwa. Rząd, poprzez swój bank centralny, może równie dobrze tworzyć te liczby sam, bez udawania się do banków prywatnych i bez popadania w dług.
Ponieważ pieniądze są instrumentem zasadniczo społecznym, doktryna Kredytu Społecznego proponuje, żeby były one emitowane przez społeczeństwo, a nie przez prywatnych bankierów dla ich własnego zysku:
„114. Zupełnie bowiem słusznym jest żądanie zastrzeżenia pewnych rodzajów dóbr dla państwa, ponieważ posiadanie tych dóbr daje taką potęgę, że jej ze względu na bezpieczeństwo państwa nie można prywatnym osobom zostawić.” (Pius XI, Quadragesimo anno)
Efekt procentu składanego
Instytucje takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy udają, że pomagają krajom w trudnościach finansowych, udzielając im pożyczek, ale kraje te, ponieważ muszą spłacać odsetki (procent składany), stają się nawet biedniejsze, niż były zanim pożyczki zostały im udzielone. Oto kilka uderzających przykładów:
Kraje Ameryki Łacińskiej w latach 1980-1990 zapłaciły 418 miliardów dolarów odsetek od oryginalnej pożyczki 80 miliardów dolarów… i wciąż są winne kapitał, chociaż spłaciły go więcej niż pięć razy!
W Kanadzie rzeczy mają się nawet gorzej: 93% długu narodowego wynoszącego 562 miliardy dolarów stanowią odsetki składane (odsetki od odsetek); tylko 7% długu (39 miliardów dolarów) reprezentuje oryginalny kapitał pożyczony przez rząd. Pozostałe 523 miliardy dolarów to koszt pożyczenia tych 39 miliardów!
Najświeższym przykładem jest Argentyna, która jeszcze kilka lat temu uważana była za „wzorowego ucznia” MFW. Z powodu pułapki procentu składanego Argentyna nie jest w stanie spłacać nawet odsetek od swojego długu, co uderza bez--pośrednio w jej mieszkańców. W czerwcu 2002 r. agencje informacyjne donosiły:
„Najgorszy w historii kryzys ekonomiczny dotknął ludzi biednych do tego stopnia, że niektórzy zaczęli jeść żaby, szczury i koninę, powiedział burmistrz jednego z biednych przedmieść Buenos Aires. Każdego wieczoru armie żebraków rozszarpywały otwarte worki śmieci w centrum stolicy. Na przedmieściach znikły koty, a wielu ludzi, którzy zbierali butelki zabijało swoje konie, ich narzędzia pracy, i zjadało je. Dzieci przestały chodzić do szkoły, ponieważ to one ciągną teraz furmanki zamiast koni. Połowa z 36 milionów Argentyńczyków żyje poniżej granicy ubóstwa.”
Według „Koalicji Jubileusz 2000” za każdego dolara płynącego każdego roku jako pomoc dla biednych krajów, kraje te wysyłają z powrotem 8 dolarów jako spłatę długów.
Przykłady takie jak powyższy sprawiły, że św. Leon pisał: „Skąpiec, który utrzymuje, że wyświadcza swemu sąsiadowi przysługę, podczas gdy go oszukuje, jest niesprawiedliwy i zuchwały… Ten, kto wśród innych zasad pobożnego prowadzenia się nie będzie pożyczał swoich pieniędzy na lichwę, będzie cieszył się wiecznym odpoczywaniem… podczas gdy ten, kto bogaci się z krzywdą dla innych, zasługuje w zamian na wieczne potępienie.” Święty Jan Chryzostom pisał także: „Nic nie jest bardziej haniebne i okrutne niż lichwa.”
Długi muszą zostać umorzone
Każda rozsądna osoba zdaje sobie sprawę, że wymaganie od narodów dalszej spłaty odsetek od długów, które zostały już spłacone wiele razy, jest działaniem kryminalnym. Widzimy teraz, dlaczego Kościół potępia lichwę (pożyczanie pieniędzy na procent) i nawołuje do umorzenia długów. Kiedy rozumiemy, że pieniądze pożyczane przez banki są dosłownie tworzone z niczego, przez zwykłe pociągnięcie piórem (lub wprowadzenie cyfr do komputera), wtedy jest też łatwo zrozumieć, że długi mogą zostać umorzone, wymazane i zapomniane bez karania kogokolwiek.
Papież Jan Paweł II napisał w encyklice Centesimus annus:
„35. Niewątpliwie zasada, że długi powinny być spłacane jest słuszna, żądać jednak lub oczekiwać spłaty, gdy to narzucałoby w istocie decyzje polityczne skazujące całe narody na głód i rozpacz nie byłoby rzeczą godziwą. Nie można wymagać, by zaciągnięte długi były spłacone za cenę zbyt dotkliwych wyrzeczeń. W takich sytuacjach należy poszu-kiwać sposobów – i to w niektórych przypadkach się czyni – zmniejszenia, odroczenia czy nawet umorzenia długu, zgodnie z podstawowym prawem narodów do istnienia i postępu.”
Kiedy długi zostaną umorzone, jedynym sposobem, żeby zaprzestać ich narastania od początku i pozwolić narodom na odpoczynek, jest tworzenie przez każdy naród swoich własnych, wolnych od długu i odsetek pieniędzy i zaprzestanie ich pożyczania na procent z banków komercyjnych i instytucji międzynarodowych, takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Jeśli pozostawimy władzę tworzenia pieniędzy prywatnym bankierom, długi zaczną znowu narastać. Przypomnijmy słowa sir Josiaha Stampa, byłego prezesa Banku Anglii:
„Bankowość została poczęta w niesprawiedliwości i narodzona w grzechu… Bankierzy są właścicielami ziemi. Odbierzcie im ją, ale zostawcie władzę tworzenia pieniędzy, a po strzepnięciu pióra stworzą wystarczającą ilość pieniędzy, żeby znowu ją kupić… Zabierzcie im tę wielką władzę, a wszystkie wielkie fortuny, takie jak moja, znikną i one powinny zniknąć, a odtąd świat będzie lepszym i szczęśliwszym miejscem do życia… Lecz, jeśli chcecie nadal być niewolnikami bankierów i płacić koszty swojego niewolnictwa, wtedy zostawcie bankierom tworzenie pieniędzy i kontrolę kredytu.”
Dla tych, którzy nie rozumieją jak pieniądze są tworzone przez banki jedynym sposobem, w jaki dług może zostać zlikwidowany jest posiadanie kogoś, gdzieś, kto go spłaci. Ale my, związani z pismem Michael, znamy lepszy sposób. Kiedy mówimy „zlikwidować” dług, rozumiemy przez to: wymazać go! Nie prosimy nikogo, żeby go spłacił, a nade wszystko, na pewno nie prosimy rządu, żeby „drukował pieniądze” na spłatę długu. To, co proponujemy rządowi to zaprzestanie pożyczania pieniędzy na procent, pieniędzy, które może on stworzyć sam bez odsetek; jest to jedyne rozwiązanie, które sięga korzeni problemu i które rozwiązuje go raz na zawsze. Pozwala to ostatecznie umieścić pieniądze w służbie człowiekowi.
Systemy w służbie człowieka
Systemy umieszczone w służbie człowieka – oto dokładnie zasadniczy punkt społecznej doktryny Kościoła. Papież Jan XXIII powtórzył to w swojej encyklice Mater et magistra w 1961 r.:
„(226. i 219.) ...Dotyczy to w szczególności społecznej nauki Kościoła, której światłem jest właśnie prawda, celem sprawiedliwość, a główną siłą miłość... Głównym założeniem tej nauki jest teza, że konieczną podstawą, przyczyną i celem wszystkich instytucji społecznych są poszczególni ludzie...”
Kredyt Społeczny podziela tę samą filozofię. Clifford Hugh Douglas napisał w pierwszym rozdziale swojej pierwszej książki zatytułowanej Demokracja ekonomiczna:
„Systemy są stworzone dla człowieka, a nie człowiek dla systemów i interes człowieka, którym jest samorozwój, jest ponad wszystkimi systemami.”
Wszystkie systemy muszą służyć człowiekowi, w tym również systemy finansowy i ekonomiczny: „Jako społeczność demokratyczna, bądźcie czujni na wszystko, co się dzieje w tym potężnym świecie pieniądza! Świat finansów to także świat człowieka, nasz świat, świat podległy sumieniom nas wszystkich; również i on ma zasady etyczne. Baczcie przede wszystkim na to, byście przez swoją gospodarkę i przez wasze banki świadczyli światu usługi pokojowe, a nie – być może pośrednio – przyczyniali się do wojny i niesprawiedliwości w świecie!” (Jan Paweł II, homilia podczas Mszy we Flüeli, Szwajcaria, 14 czerwca 1984 r.)
Abonnieren
Posts (Atom)